Manufaktura kontrastów i wyjątkowości

Restrukturyzacja przemysłu odcisnęła ogromne piętno na wielu polskich miastach. Nie chce jednak brzmieć, jak Wikipedia, czy powtarzać oczywistości. Przecież nie po to piszę, by zanudzać. Jest kilka takich miejsc do jakich mam sentyment, jednak tak rzadko je odwiedzam. Jednym z nich jest Łódź – miasto opuszczonych kamienic, smutnych zaułków i bezdusznych manufaktur. Tak mawiają ludzie… Okazuje się, że jednak nie jest tak źle, a szybki rozwój renowacji i zabiegi „upiększające” sprawiają, że ulice kwitną kolorami nawet zimą, a ludzie oddają się beztroskim przyjemnością podziwiania pewnych miejsc.

Ostatnio byłam w Łodzi rok temu na targach turystycznych. Nie było czasu na zwiedzanie, oglądanie, ani inne typy spacerów. Tym razem miałam okazję powrócić z powodu szkolenia, które przeprowadziłam dla grupy blogerek parentingowych w ramach – Spotkajmy się w Łodzi – spotkania blogerów.

Szkoda, że nie mam czasu i okazji być tak po prostu, tym bardziej, że to rodzinne miasto mojego dziadka.

Do Łodzi przyjechałam w sobotę rano z Warszawy (połączenia Poznań – Łódź to dramat jeśli nie posiada się samochodu). Wysiadałam na dworcu „Fabryczna” i zostałam zauroczona tym miejscem – ktokolwiek projektował ten budynek jest mistrzem! Urok kamienic z nowoczesnością to zdecydowany strzał w dziesiątkę tworzący niepowtarzalny klimat. Szkoda tylko, że nie ważne o której godzinie ten zdecydowanie najpiękniejszy z dworców na jakim byłam, jest po prostu pusty. Mam nadzieję, że remonty na trasie szybko zostaną przeprowadzone, a na Fabryczny wróci życie rodem z video promocyjnego „Łódź ku*wa”! 🙂

W zimnie, z aparatem postanowiłam przemierzyć ulice Piotrkowską oraz Manufakturę. W tej drugiej zrobiłam najwięcej zdjęć. Pomarańczowe manufaktury „przerobione” na centrum handlowe, klimatyczne knajpki oraz centrum rozrywki wprawiają w dobry humor i inspirują.

Zobacz, zabieram Cę na mały spacer. Nie bój się, mrozu nie przemyciłam na zdjęciach, a tylko to co w Manufakturze najpiękniejszego…

Ten spacer zdecydowanie będę musiała powtórzyć latem! Tyle pięknych zakamarków, detali i pozornie może się wydawać, że wszystko jest pomarańczowo-bure, a jednak włodarze nie zapomnieli o kolorach – murale, ozdoby, inspiracje.

Jeszcze kilka lat i zniknie cała szarość! Taki plan mi się podoba. Tymczasem jednak kontrasty są mocno widoczne. Z jednej strony szare, brudne budynki z drugiej przepych i luksus wykwintnych hoteli…

Za co kocham takie miasta? Widok. To wszystko jest bliskie mojemu sercu. Z pozostałości przemysłu, wspomnień i dawnych nieprzemyślanych decyzji w wielu miejscach zaczyna się rodzić coś nowego. Mój sentyment do Łodzi pewnie pojawił się też z powodu miłości do śląska. Jak się okazuje problemy i zmiany są podobne. Wiele przed nami a ja chce obserwować ten zmieniający się świat.

 

 

No Comments

Leave a Comment