Światowy dzień fotografii

Wczoraj świat obchodził dzień fotografii. Takich świąt nadzwyczajnych obchodzi się praktycznie codziennie po kilka, jednak postanowiłam zająć w tej sprawie głos.

Dlaczego?

Robienie zdjęć jest przecież takie proste. Każdy jadąc na wakacje je robi. Pstrykamy, pstrykamy, zapisujemy i zapominamy. Czyż nie? Patrząc z perspektywy czasu fotografia była z nami wszędzie – Zakopane ’99, Rowy 2002, Niechorze 2007 i tak dalej… Moi rodzice robili nam zdjęcia, ich rodzice to samo. Pamiątki na zawsze, wydrukowane, lekko poszarzałe zachowane gdzieś w pudełkach lub albumach na wklejanie. Jak tu nie kochać fotografii, kiedy każde zdjęcie to emocje i wspomnienia.

„Pamiętasz jak na Zielonej Szkole w Świnoujściu wygrałyśmy konkurs na najlepszy zamek z piasku?” Oczywiście, że tak bo przecież wtedy w 2003 miałam ze sobą analoga i pstrykałąm zdjęcia, a później skończyły się klatki filmu. Czasem do nich wracam, bo lubię te beztroskość i wspomnienia. Mają w sobie dużo magii.

A później mijały lata. Aparat z fimem, starego, czarnego Kodaka zastąpił cyfrowy Olimpus, później wjechał hybrydowy Cannon. Robienie zdjęć na automacie dla zachowania chwili stało się czymś normalnym. Coraz mniej jednak wklejało się do albumów, bo wszystko zostawało na komputerowych dyskach.

Przyszła epoka smartfonów – obecnie niejeden posiada lepszy aparat fotograficzny niż nasz stary Olimpus. Ba, niektóre robią zdjęcia jak lustrzanka zapisując fotografie nawet w rawach. Dziś każdy może być fotografem, reporterem. Kiedyś zawód swego rodzaju prestiżu dziś stał się powszechną pasją dla wszystkich.

Tak, dla mnie też.

Jestem jak wszyscy. Chodzę i pstrykam. Pstrykam jedzenie zanim spróbuję pierwszego kęsa, zatrzymuje się na poboczu, kiedy widzę piękne niebo nad drogą, robię selfie na wypadach, ze znajomymi… Robie zdjęcie nowych zakupów, miasta, wydarzeń. Dokumentuje, obrabiam i zostawiam gigabajty fotografii na dyskach. Do ilu z nich jednak wrócę? Czasem mam ochotę przejrzeć je, wybrać do wydruku i ponownie powklejać do albumu. Dziś oczywiście, że mam swój album, wystarczy wejść na Instagrama i już wiadomo wszystko – kiedy, gdzie i z kim.

https://www.instagram.com/p/8BoTocrhS6/?taken-by=agatapisze.pl

Nie o takiej fotografii chciałam napisać. Zdjęcia zaczęłam robić w Offon Agency w Twinpigsie. Nikonem chyba D5100, ale nie jestem pewna. Pstrykałam, obrabiałam w Picasie i wrzucałam w Internety. Później długo, długo nic… W Urzędzie Miasta jednym z pierwszych zadań zleconych przez naczelnika było – idź zrób zdjęcia pielgrzymów, którzy przyjechali do Jastrzębia-Zdroju. No cóż – poszłam. Otrzymałam Nikona D51000, dwa obiektywy i poszłam w świat. Wróciłam, patrzę na zdjęcia – o matko co za masakra, kolory okropne, kompozycja jeśli w porządku to rozmazane zdjęcie. Z 300 zdjęć nadało się może 5. Byłam załamana, bałam się chodzić na zdjęcia. Nikt mnie nie przeszkolił, nie rozumiałam oznaczeń na body ani rodzajów obiektywów, a jak wiadomo automat to nie wszystko.

Tak więc traciłam czas i nerwy. Przeglądałam nerwowo samouczki wpisują w Google „Nikon, jak ustawić aparat, by zrobić wyraźne zdjęcie nocne”. Ile razy nie usłyszałam w wydziale „znów nie zrobiłaś żadnego dobrego zdjęcia”, „nie nadają się na nic trzeba powróżyć”. Na nic więc były starania, wszystko było bezsensu.

https://www.instagram.com/p/BIel6aQgfk9/?taken-by=agatapisze.pl

W międzyczasie na studiach pojawiły się zajęcia z fotografii. Pan Artur miał dużo cierpliwości. Pamiętam, że zrobiłam mu portret. To było bardzo dobre zdjęcie. Pierwszy raz w studio, z aparatem, którego nie znałam. W sumie to były jedne z ciekawszych zajęć na uczelni. Dały mi nowe expo i o to chyba chodziło. Wtedy odkryłam, że mam talent do obróbki. Poznałam Lightrooma i zdjęcia zaczęły nabierać kolorów.

Pożyczałam na weekend aparat. Robiłam zdjęcia, czytałam instrukcje, ustawiałam chaotycznie wszystkie tryby. Robiłam wtedy zdjęcia codziennie, fanatycznie chcąc ogarnąć te skomplikowaną technikę. Przełomem były zdjęcia Balonu Latającego, wtedy Łukasz (jeden z najlepszych fotografów na śląsku) dał mi kilka rad. Ba! Od razu wszystko stało się prostsze. Zaczęłam robić zdjęcia budynków, przedmiotów, rzeczy stałych – tak wychodziło!

Mijały miesiące. Mój bakcyl na robienie zdjęć się powiększał. Chciałam robić więcej, częściej, pstrykać. Zdecydowałam się na zakup swojej lustrzanki. Wiedziałam, że to zwykła amatorszczyzna z mojej strony. Kupiłam półamatorski D7000 i tu zaczęła się moja miłość do fotografii. To był październik 2016.

https://www.instagram.com/p/BLMSru_hAAE/?taken-by=agatapisze.pl

Zdjęcia robiłam wszędzie, na każdej imprezie, nowo spotkanym ludziom, w nowych miejscach. Bywają takie dni, że jest ze mną w mojej torebce i czeka na dobry moment.

https://www.instagram.com/p/BSwB732BIj3/?taken-by=agatapisze.pl%20

Dziś nie minął nawet rok. Ludzie, którzy śledzili moją przygodę z fotografią mówią, że robię postępy. To niesamowicie motywujące i budujące. Wiem, że wiele mi brakuje, wiele jest do zrobienia, ale staram się i działam. Dziś posiadam własne studio, gadżety foto i dużo zapału. Przekonuje się, że nawet kitem można wyczarować niesamowite zdjęcia. To niesamowite, kiedy starsi doświadczeniem fotografowie piszą mi, że zrobiłam dobry kadr. To są najpiękniejsze komplementy. Dziś zostaje zapraszana na imprezy jako fotograf, moje zdjęcia pojawiły się nieraz w gazecie Dziennik Zachodni, a niektóre trafiły nawet na okładki.  To trochę jak piękny sen.

To ten moment… 

Fotografia stała się dla mnie chwilą odpoczynku, relaksu, odreagowania od świata. Aparat stał się wiernym przyjacielem, a dzięki tej pasji poznałam wiele wyjątkowych osób. Każdy dźwięk migawki jest dla mnie jak kojąca muzyka. Dotyk obiektywu pod opuszkami palców, jak najpiękniejszy masaż. Czasem po prostu biorę aparat i idę,  innym razem wyruszam w fotopodróże. Mam wtedy pretekst do wyjazdu i poznawania świata.

To coś więcej niż tylko pstrykanie. Wiem, że nigdy  nie będę profesjonalnym fotografem, to moja pasja, chwila ukojenia, utopia… I kto wie, może za rok się znudzę. Dziś to jest ten czas, kiedy chce wyjść z domu z aparatem i znów poczuć tę chwilę.

Czym ciężej i czym większe zmiany szykują się w moim życiu to czuje jedno. Zdjęcia pomogą mi przetrwać i chwytać codzienną dawkę motywacji.

2 komentarze

  • MATT 25 sierpnia 2017 at 08:40

    Piękna historia z fotografią w roli głównej. Nie da się ukryć, że na Twoim Instagramie jest wiele genialnych zdjęć. Wiele osób po zrobieniu kilku pierwszych nieudanych fotek poddałoby się i powiedziało, że to nie dla nich. Wielki podziw dla Twojej determinacji i dążenia do robienia coraz bardziej idealnych fotografii. Niewątpliwie masz do tego ogromny talent. 🙂

    Reply
    • Agata Krypczyk 25 sierpnia 2017 at 18:35

      Matt, dziękuję za miłe słowo i docenienie! <3

      Reply

Leave a Comment

fourteen + seven =